Zacznijmy od tego, jak tanio dostać się do Gruzji? Jedynym gruzińskim lotniskiem, na którym operują linie lowcostowe, jest lotnisko w Kutaisi (230 km od stolicy kraju, Tbilisi). Z Polski dolecicie tam Wizz Airem z Katowic, Warszawy lub Wrocławia. Bardzo często ceny za lot w jedną stronę poza sezonem (październik – kwiecień) kręcą się w okolicach 75-120 zł. Taka cena za ten odcinek już by nas przekonywała do zakupu. W tym miejscu warto wspomnieć, że obywatele RP, aby dostać się do Gruzji, nie potrzebują nawet paszportu, ani tym bardziej wizy. Wystarczy nam kawałek plastiku nazywany dowodem osobistym.

Lądujemy w Kutaisi, i co dalej? Opcji jest kilka. Możemy na przykład udać się nad Morze Czarne do Batumi (nucąc pod nosem hicior Filipinek), możemy udać się bezpośrednio do Tbilisi lub możemy pozostać w Kutaisi i okolicach. My polecamy zaliczyć wszystkie te lokalizacje. Kombinacji jest kilka. Przetestowaliśmy na żywym organizmie następującą kolejność: lotnisko w Kutaisi – Batumi – Kutaisi – Tbilisi.

Po opuszczeniu hali przylotów, zaraz obok wyjścia, powinno znajdować się stanowisko Georgian Busa. W pobliżu będzie też kantor. Polecamy część przywiezionych przez nas dolarów (tak, dolarów) zamienić tam na lari (dalej zwane „żelkami”, jeden żelek = 1,40 zł). A więc, wracając do Georgian Busa, kupujemy bilety na wybraną przez nas trasę. Ceny to mniej więcej 15 żelków do Batumi, 20 żelków do Tbilisi i 5 żelków do centrum Kutaisi. Aktualny cennik i rozkład sprawdzicie na stronie przewoźnika.

Podstawą transportu publicznego w Gruzji są marszrutki, czyli kilkunastoosobowe (najczęściej zdezelowane, przeżarte rdzą) busiki. Co ciekawe, nie istnieją ich oficjalne rozkłady jazdy, a mimo to miejscowi zawsze wiedzą skąd, dokąd i o której odjeżdża odpowiednia marszrutka. Zatem, jeśli chcesz się dowiedzieć jak tanio dojechać dokądkolwiek, zawsze zapytaj tubylców. Większość Gruzinów sprawnie posługuje się językiem rosyjskim (na rozmowę po angielsku raczej nie ma co liczyć), ale wystarczy podać im nazwę upragnionej destynacji, a bez problemu wskażą Ci ręką dokąd masz się udać, a najczęściej sami Cię tam zaprowadzą i jeszcze zagadają z kierowcą marszrutki.

Przykładowe marszrutki na ulicach Tbilisi

Będąc w Kutaisi, warto udać się do Jaskini Prometeusza (ok. 25 km od Kutaisi). Żeby nie było tak łatwo, to póki co nie ma żadnego bezpośredniego połączenia komunikacyjnego między Kutaisi a tą atrakcją. No, poza taxi, ale gdybyśmy jechali taxi, to nie nazywalibyśmy się Grażyną i Januszem. Tak więc kolejny etap wyprawy to marszrutka numer 42 do Ckaltubo (w innych źródłach: Tskaltubo), która startuje z okolic Czerwonego Mostu. Jedziemy nią do końcowego przystanku. Tam pytamy się o marszrutkę do Jaskini. Na hasło „Prometeus” lokalsi wskażą przystanek, z którego odjeżdża właściwy busik. Oba etapy podróży nie powinny kosztować więcej niż 5 żelków za osobę.

Po powrocie do Kutaisi wskakujemy w marszrutkę do Tbilisi – 10 żelków od łebka.

W Tbilisi znajduje się kilka, nazwijmy to dumnie, węzłów komunikacyjnych. Na każdym z nich marszrutki odjeżdżają w innych kierunkach. Pierwszym takim węzłem jest dworzec kolejowy (to tutaj zakończy się np. podróż marszrutką z Kutaisi). Drugim, z którym mieliśmy do czynienia, jest dworzec Didube. Z tego miejsca pojedziecie busikiem np. w kierunku Gruzińskiej Drogi Wojennej i Stepancmindy. Warto dodać, że do obu tych dworców dojedziecie metrem (odpowiednio stacje: Station Square i Didube). Wracając marszrutką z Erewania zakończyliśmy z kolei podróż na dworcu autobusowym Ortachala, skąd do najbliższej stacji metra jest ok. 1,5 km.