Czerwcowe popołudnie. Janusz siedzi w salonie, popijając kompot truskawkowy, przeglądając internety. Nagle źrenice mu się rozszerzają, a oddech przyśpiesza.

– Grażyna! – krzyczy przez całe mieszkanie – Grażyna, bilety tanie na weekend do Bazylei są. Lecimy za trzy tygodnie?

Grażyna, stojąc w kuchni przy zlewie, zawiesza na chwilę wzrok w jakiejś martwej, nieistniejącej przestrzeni, przerywając zmywanie naczyń. Myśli, kalkuluje.

– A co tam jest do zobaczenia? – pyta w końcu, wracając do pozostawionych przed chwilą brudnych talerzy i sztućców.

– Jak to co – Szwajcaria! Tam nas jeszcze nie było. – ekscytuje się nadal Janusz.

– Ok, to lecimy.

 

Tak mniej-więcej wygląda nasze podejmowanie decyzji odnośnie wyjazdów. Potem już tylko szukanie miejscowych atrakcji, transportu, noclegów. Trzy tygodnie później wysiedliśmy z samolotu na lotnisku Bazylea-Miluza-Fryburg.

Z Polski do Bazylei polecieć możemy tanio z lotniska Warszawa Chopin (Wizz Air), Wrocław Strachowice (Wizz Air) oraz Kraków Balice (EasyJet). Bilety w najtańszej wersji można kupić już od 78 zł w dwie strony.

Lotnisko usytuowane jest na terytorium Francji, natomiast wychodząc odpowiednimi drzwiami z terminala możemy znaleźć się na ziemi francuskiej lub szwajcarskiej – wszystko jest jasno i klarownie przedstawione na umieszczonych wszędzie drogowskazach, więc właściwie nie sposób się zgubić. My obieramy kierunek na Szwajcarię.

Z lotniska do miasta dostaniemy się autobusem miejskim nr 50 (kierunek: dworzec kolejowy w Bazylei, koszt ok. 4,40 CHF). Można też wybrać opcję spaceru, z której oczywiście skorzystaliśmy i po ok. 4 km znaleźliśmy się na terenie miasta. Podróżowanie z minimalną ilością bagażu (koniecznie w formie plecaka) ma tę szaloną zaletę, że nie musisz o nim myśleć – gdzie zostawić, jak przetransportować, czy zdołasz go unieść. Dzięki temu zamiast szukać opcji na szybki, łatwy transport możesz wszędzie dojść z buta, podziwiając krajobrazy i przyglądając się codziennemu życiu ludzi (też tych z rogatek, nie tylko z centrum miasta).

Lecąc do Szwajcarii nie mieliśmy zbyt wielkich wymagań. Wiedzieliśmy, co można ciekawego zobaczyć w poszczególnych miastach, że jest tam ładnie, porządnie, czysto. I nic więcej. Zwiedzony kawałek kraju totalnie nas zaskoczył i zachwycił, nie byliśmy mentalnie gotowi na tyle atrakcji i doznań estetycznych.

Kilka rzeczy, które według Januszów warto zobaczyć w Bazylei:

  1. Ratusz miejski

Zwiedzanie miasta należy zacząć właśnie tutaj, żeby od razu nastawić się pozytywnie do całej reszty. Budynek powstał na początku XVI w. Fasadę barwy ceglastoczerwonej bogato ozdobiono licznymi motywami roślinnymi. Zaraz po wejściu przez główną bramę wchodzimy na spory dziedziniec, gdzie podziwiać można liczne arkady, malowidła ścienne oraz figurę przedstawiającą żołnierza w krótkiej, lśniącej zbroi, stojącego na warcie.

Budynek Ratusza w pełnej krasie

Ratusz znajduje się przy Marktplatz, gdzie w sezonie znaleźć można niezliczone stoiska, oferujące tradycyjne szwajcarskie wyroby, w tym także (oczywiście) słynne sery.

  1. Katedra (Basler Münster)

Kościół zbudowany z czerwonego piaskowca powstawał w kilku etapach od roku 1019 do 1500. Jego najbardziej charakterystycznym elementem są dwie smukłe wieże, z ażurowymi detalami na szczycie. W środku oprócz kościoła głównego (obecnie protestanckiego) znajdziemy krużganki z Muzeum Historycznym Bazylei. W lewej nawie katedry odnajdziemy miejsce pochówku Erazma z Rotterdamu.

Krużganki katedralne

Po wyjściu ze świątyni znajdziemy się na Münsterplatz, o nieregularnym, podłużnym kształcie, otoczonym przez kolorowe kamienice z XVII-XIX wieku – domy mieszczańskie oraz domy rzemieślnicze.

  1. Bulwary nad Renem

W ciepłe, letnie miesiące mieszkańcy masowo spacerują po nadreńskich bulwarach odpoczywając i spędzając czas z rodziną lub przyjaciółmi. Stąd bezpośrednio do wody schodzą liczne, szerokie schody, na których zupełnie bez żenady się opalają. W Renie spokojnie można się kąpać, bo w przeciwieństwie do dotychczas widzianych przez nas rzek jest wyjątkowo czysty. Widzieliśmy nawet jak jakiś gość przepływa z jednego krańca miasta na drugi, niesiony prądem rzeki na pontonie.

Widok na bulwar nadreński

  1. Fontanna Tinguelego

Instalacja autorstwa szwajcarskiego rzeźbiarza i malarza przyciąga tłumy ciekawskich. Ruchome figurki, przypominające trochę maszyny, trochę ludzi, na okrągło to wystrzeliwują, to przelewają, to rozpryskują wodę, hipnotyzując  przechodniów i bawiąc dzieci.

Jedyna w swoim rodzaju fontanna Tinguelego

A propos wody – w całym mieście znajdziemy liczne fontanny i zdobione kraniki, z których leci woda zdatna do picia. Podczas naszego pobytu w Bazylei temperatura powietrza wynosiła ponad 30°C, więc trasa zwiedzania biegła mniej-więcej od jednego wodopoju do drugiego.

  1. Spalentor

To nic innego jak brama miejska (jedna z trzech w mieście – najciekawsza i najlepiej zachowana), w ciekawej, przebogatej formie architektonicznej. Stanowi ona pozostałość po średniowiecznych murach miejskich, a prowadzi do niej klimatyczna uliczka z obu stron zabudowana kolorowymi kamieniczkami. Brama posiada dwie baszty zewnętrzne, a także wielki zegar umieszczony tuż pod dachem.

Widok na bramę miejską

To tyle, jeśli o nas chodzi, z bazylejskiego „must see”. Oczywiście poza głównymi atrakcjami sam spacer między historycznymi, wspaniale utrzymanymi i odnowionymi kamieniczkami, brukowanymi placami, otoczonymi zielenią oraz zdobnymi fontannami, dostarcza nam wielu przyjemnych wrażeń estetycznych. Warto więc schować do kieszeni plan miasta i choć przez parę chwil pobłądzić cichymi, klimatycznymi uliczkami, podziwiając ich piękno i zanurzając się we wszechobecny spokój.