Na naszej Bucket List Japonia zajmowała jedno z czołowych miejsc, między innymi ze względu na malownicze krajobrazy oraz unikatową kulturę. Państwo w całości położone na wyspach na Oceanie Spokojnym, oddalone od stałego lądu, było całkowicie odcięte od świata przez około dwieście lat – od 1639 roku, kiedy ze względu na obawy przed kolonizacją zakazano kontaktów z zagranicznymi kupcami, a wszystkich misjonarzy i obcokrajowców wydalono z Japonii. W takim to hermetycznym klimacie rozwijała się i umacniała piękna, barwna kultura, pełna ciekawych tradycji i obyczajów.

Dziś Japonia jest krajem otwartym zarówno gospodarczo, jak i turystycznie, nie zmienia to jednak faktu, że na tle miejsc, w których dotąd byliśmy, znacznie wyróżnia się pod względem kulturalnym.

Jest kilka ważnych rzeczy, które powinno się wiedzieć przed podróżą do Japonii, aby na miejscu nie czuć się zaskoczonym, czy nie popełnić publicznej gafy.

  1. Uprzejmość

Japończycy uważani są za naród bardzo uprzejmy i to widać właściwie na każdym kroku. Najlepiej jest to chyba widoczne w transporcie publicznym. Kierowca autobusu do każdego wychodzącego pasażera mówi „dziękuję, do widzenia”, kłaniając się przy tym lekko. Kiedy do przedziału pociągu (dużego przedziału, zajmującego przestrzeń całego wagonu) wchodzi konduktor, w drzwiach wykonuje ukłon w stronę wszystkich pasażerów, przechodzi przez przedział, po czym przy wyjściu znowu odwraca się w stronę pasażerów, kłania i dopiero wtedy otwiera przejście do kolejnego wagonu.

W sklepach sprzedawcy wydają resztę zawsze z ręki do ręki, przy czy nie rzucają nam pieniędzy niedbale, jakby robili to z łaski (jak nasi kochani kasjerzy z ulubionych marketów w Polsce), ale jedną dłonią delikatnie przytrzymują dłoń klienta, a z drugiej przesypują monety tak, by żadna nie upadła na blat czy podłogę. A propos pieniędzy, w Japonii widać ogromny do nich szacunek – każdy wydawany nam (niezależnie w jakim miejscu) banknot był czysty, prosty, jakby idealnie wyprasowany lub po prostu nowy, nawet bez zagiętego pojedynczego różka.

Na ulicy też nietrudno o drobne uprzejmości. Wystarczy, że na chwilę zatrzymywaliśmy się z boku chodnika, by sprawdzić coś na mapie, a od razu przystawał przy nas jakiś tubylec, pytając po angielsku czy mógłby nam w czymś pomóc.

Pod tym względem nasze społeczeństwo mogłoby się naprawdę wiele nauczyć od Japończyków.

  1. Transport publiczny

Jazda autobusem, pociągiem czy metrem także ma swoje zasady, których należy się trzymać, by nie narazić się na wtopę.

Autobusy mają tylko dwoje drzwi – przednie i środkowe (nie, nie ma tylnych). Wchodzi się drzwiami środkowymi – w ich okolicy i na siedzeniach tylnych zajmują miejsca ci pasażerowie, którzy zamierzają jechać na najdalsze przystanki danej linii. Wysiada się tylko i wyłącznie drzwiami przednimi, a przy wyjściu trzeba kupić bilet u kierowcy (cena jest niezależna od ilości przejechanych przystanków) lub przyłożyć kartę z biletem na wiele przejazdów do odpowiedniego czytnika. Oczywiście opuszczając pojazd należy grzecznie powiedzieć „do widzenia” kierowcy.

Na stacjach kolejowych oraz stacjach metra znajdują się specjalnie oznakowane strefy, które wyznaczają dokładnie miejsce, gdzie znajdą się drzwi do pojazdu, po jego zatrzymaniu. Stąd Japończycy dokładnie wiedzą, w którym miejscu na peronie trzeba się ustawić. Ale, ale! Nie atakujemy drzwi tłumem, ale ustawiamy się… w kolejkach! Każda strefa podzielona jest na cztery części, w których ustawiają się cztery odrębne kolejki do każdego wejścia i podróżni grzecznie w tych kolejkach czekają na przyjazd pociągu.

Typowa stacja metra w Tokio.

Kolejki dotyczą też jazdy schodami ruchomymi. Wszyscy Japończycy wchodząc na takie schody zajmują tylko lewą ich stronę – jadą jeden za drugim, nigdy nie stają obok siebie. Po prawej stronie zostawiają wolne miejsce dla tych, którym się spieszy, bez względu na to, czy faktycznie ktoś taki się pojawi czy nie. Przechodząc z jednych schodów na drugie idziemy zawsze gęsiego (nie wyprzedzamy!), po czym na kolejnych schodach znowu ustawiamy się tylko po lewej stronie.

  1. Nie jemy w środkach transportu, ani na ulicy

No, po prostu nie wypada. I faktycznie, na ulicy, w autobusie, czy tramwaju nie zauważycie nikogo, kto otwiera paczkę chipsów, wcina Snickersa czy samorobną kanapkę. Wyjątkiem są jedynie targi ze stoiskami spożywczymi, gdzie można zakupić drobne przekąski od miejscowych sprzedawców, ale takie jedzonko trzeba szybko wsunąć, zanim opuści się targ i nie paradować z tym po mieście.

Jedzenie na targu ulicznym.

Podobno rzecz ma się nieco inaczej z napojami, ale podczas licznych przejazdów komunikacją publiczną tylko raz widzieliśmy młodą dziewczynę, która w pociągu wyjęła butelkę wody, szybciutko pociągnęła łyk i od razu wstydliwie schowała ją do torebki.

Z niepisanej zasady, która zakazuje jedzenia w miejscach publicznych, wynika też kolejna ważna rzecz…

  1. Na mieście nie ma śmietników

I nie chodzi tu o to, że nie ma wielkich kontenerów wyładowanych po brzegi odpadkami – nie ma zwykłych, małych śmietników, które w Europie ustawione są co kilkanaście metrów, przy każdej latarni i na rogu każdej ulicy, żeby wrzucić do nich pustą butelkę, papierek po batonie, czy skórkę od banana. Jakiekolwiek śmieci, które się wyprodukowało, chowa się do torebki i zanosi do domu. Przy tym ulice są zupełnie czyste – nie ma tam śladu po niedopałkach papierosów, czy puszkach po piwie.

  1. Automaty z napojami

Są wszędzie! Na każdej stacji metra, pociągu, na ulicach. Jak tylko wpadnie Ci do głowy: „ojej, napiłbym się czegoś”, od razu zauważasz albo kilka metrów od siebie, albo najdalej po drugiej stronie ulicy jeden z automatów. Nie można w nich kupić żadnych drobnych przekąsek, tylko napoje – kilka rodzajów wody, przeróżne soki, kilka smaków herbaty, kawę, kawę z mlekiem i kawę mocną. Kawę i herbatę kupujemy w puszkach lub butelkach. Na automatach oznaczone są specjalną, czerwoną naklejką z napisem: „HOT!”. Faktycznie (co nas bardzo zdziwiło) z automatu wyskakuje puszka lub butelka z gorącym napojem! I to nie jakieś tam siuśki, tylko normalna, smaczna kawa z mlekiem.

Uliczny automat z napojami.

Automaty z napojami to jedyne punkty, gdzie znajdziemy śmietnik na mieście. Tak więc najlepiej kupmy sobie herbatę, wypijmy na miejscu i od razu wyrzućmy puszkę do kosza.

  1. Nie wydmuchuj nosa w miejscu publicznym!

Na początku naszego wyjazdu Grażyna popełniała straszne faux pas prawie za każdym razem, gdy wsiadaliśmy do pociągu. Była przeziębiona, więc gdy tylko w ciepłym przedziale czuła, że zaraz… no, wiecie… że coś jej z nosa skapnie, zaradczo chwytała chusteczkę higieniczną i robiła co trzeba. Nie jakoś ostentacyjnie – możliwie dyskretnie i jak najciszej się da. Potem dowiedzieliśmy się, że to straszny obciach i faktycznie zaczęliśmy zwracać uwagę na to, że Japończycy wolą skrycie pociągać nosem i dławić się własnymi… no, ekhm… niż normalnie wydmuchać nos w miejscu publicznym. Nie rozumiemy. Totalnie nie rozumiemy dlaczego.

  1. Kapcie

W Japonii prawie wszędzie trzeba nosić kapcie.

Zaczęło się od naszego pierwszego noclegu w klasztorze w Koyasan, gdzie nieduży mnich jeszcze przed wejściem na drewniany podest przed głównymi drzwiami kazał nam na zimnej, kamiennej posadzce (było jakieś dwa stopnie poniżej zera) zdjąć nasze buty, zostawić je na zewnątrz, ubrać skórzane kapcie i dopiero wtedy mogliśmy przekroczyć progi budynku. Po przejściu wąskim korytarzykiem mieliśmy przejść do biura, żeby się zameldować, ale przed wejściem do pomieszczenia kazał nam z kolei zdjąć kapcie i zostać w samy skarpetach. Podobnie przed przekroczeniem progu naszego pokoju – zdjąć kapcie i zostawić je za drzwiami.

Półki ze skórzanymi kapciami czekały też na nas, gdy chcieliśmy zwiedzać większość muzeów i świątyń, a nawet trafiały się na wejściu do niektórych kawiarni i restauracji.

Przebieralnia kapci przed wejściem do muzeum.

Przemysł kapciowy to prawdopodobnie ważna gałąź gospodarki japońskiej, a producenci zapewne należą do finansowej elity kraju.

  1. Łaźnie

Tradycyjne japońskie kąpieliska z gorących źródeł nazywa się onsenami. Ich popularnymi odpowiednikami są sento, czyli łaźnie, w których woda nie pochodzi z naturalnych źródeł. Takie łaźnie są w Japonii publiczne, co oznacza, że przebywa się w nich w otoczeniu innych ludzi, przy czym obowiązuje podział na część męską i damską. Przed wejściem do właściwego sento znajduje się pomieszczenie przygotowawcze – należy rozebrać się do zera (jak nas Pan Bóg stworzył) i zostawić wszystkie swoje rzeczy na przeznaczonej do tego półeczce. Nagość w sento czy onsenie nie ma znaczenia seksualnego, jakie jest nam znane z kultur europejskich. Ma ona zrównać wszystkich ludzi z sobą, bez względu na to jaką mamy pozycję społeczną. Dalej (na golasa, na bosaka) przechodzimy do kolejnej części, gdzie znajduje się rząd pryszniców, zawieszonych na wysokości około metra, oddzielonych od siebie pojedynczymi przegrodami. Należy usiąść na małym taboreciku, prawie w kucki, dokładnie umyć się mydłem i spłukać wodą całe ciało – do właściwej łaźni wchodzimy już czyści. Zazwyczaj tuż obok pryszniców znajduje się łaźnia (lub w onsenie – gorące źródło) z niedużym basenem z gorącą, czystą wodą. Wchodzimy i relaksujemy się do woli.

Dla Janusza pobyt w łaźni wiązał się z ogromnym niepokojem i niezrozumieniem kulturowym: „Jak to? Mam oglądać żółte siusiaki?” – pytał przerażony. „Nikt Ci nie każe niczego oglądać!” – skarciła go Grażyna – „Masz tam wejść i się umyć.”

Ostatecznie zaczailiśmy się na moment, kiedy łaźnie były puste i wtedy dopiero wybraliśmy się wziąć kąpiel.

  1. Menu przed restauracjami

Przed wejściem do restauracji często spotkamy ofertę dań przygotowaną jako… plastikowe atrapy. W witrynach, na półkach wystawione są plastikowe dania z podaną cenę. Dzięki temu wiemy dokładnie, jak powinno wyglądać to, co zamówimy i jak duża jest porcja. Co najważniejsze, jedzonko wykonane jest tak szczegółowo, że czasem trudno stwierdzić jednoznacznie, czy to aby na pewno plastik, dzięki czemu bez trudu przyciągnie wygłodniałego wędrowca.

Plastikowa wystawa jedzenia.

  1. Toalety

Wisienka na torcie jeśli chodzi o spis japońskich osobliwości – rzecz o której wielu słyszało i wielu już nas pytało. Chodzi oczywiście o legendarne japońskie toalety. Pobyt w typowym japońskim kibelku to przeżycie samo w sobie. Przeżycie niemal metafizyczne, gdy załatwiając najbardziej prymitywną z ludzkich potrzeb zauważasz przy desce cały panel sterowniczy jak w  Sokole Milenium z Gwiezdnych Wojen. Znajdziemy tu wiele opcji i udogodnień, które są w stanie zadowolić nawet najbardziej wybredne tylne części ciała. Tak więc wciskając jeden z guzików uruchamiamy opcję podgrzewania deski. Innym przyciskiem włączymy „fontannę” podmywającą, czy tylko lekko zraszającą skórę mgiełkę, niczym świeżą, poranną rosę. Włączymy także wybraną muzykę lub tylko szum, który zamaskować ma nagły plusk, który wiadomo, że każdemu czasem może się przydarzyć. Wiele innych funkcji możemy znaleźć na takim panelu zarządzającym, nie sposób jednak je wszystkie poznać i wypróbować, a już na pewno nie da się potrzeby ich używania zrozumieć.

Toaletowe centrum dowodzenia.