Mumbaj – największy port morski Indii i mieszkanie dla 23 milionów ludzi. 603 kilometry kwadratowe przepełnione do granic możliwości głośnymi pojazdami, tłumami przechodniów oraz żyjącymi na ulicy Hindusami.

Przy pierwszym zderzeniu z miastem jego sieć komunikacyjna wydaje się być labiryntem nie do przejścia, łamigłówką nie do rozwiązania, potężnym wyzwaniem wystawiającym na próbę nasz zmysł orientacji. Postanowiliśmy zebrać w tym poście nasze ciężko zdobyte doświadczenia z tego wielkiego, mombajskiego mrowiska. Napiszemy pokrótce o tym skąd, dokąd i czym się poruszać. I, oczywiście, ile zapłacić, aby nie przepłacić.

Mapa południowych dzielnic Mumbaju

  1. Jak tanio pokonać trasę lotnisko-miasto?

Zaraz po wyjściu z terminalu międzynarodowego kierujemy się przez halę przylotów na wprost, do szerokich, szklanych drzwi. Te, wbrew pozorom, nie otwierają wyjścia na świat – prowadzą na niewielki dziedziniec. Stąd skręcamy w lewo, gdzie z parkingu schody prowadzą nas na piętro P5 i z niego opuszcza się budynek lotniska.

I tu zaczyna się prawdziwa walka. Napada na nas stado rządnych zarobków taksówkarzy, którzy nie cofną się przed niczym, by zedrzeć z nas ostatnie rupie. Na szczęście jesteśmy na to gotowi – na wprost, nad ich głowami, dostrzegamy stary, zdezelowany autobus linii 337, który za jedyne 15 INR zabiera nas prosto na stację kolejową Andheri. Stąd pociągiem ruszamy w kierunku miasta. Wcześniej w kasie zakupujemy bilety.

Dworzec jest zatłoczony i rozległy, więc z początku oszołomieni nie wiemy, dokąd się udać. Na szczęście w Mumbaju mnóstwo ludzi widząc zagubionych białasów oferuje swoją pomoc – czasem tylko wskazują odpowiedni kierunek, czasem prowadzą dokładnie do celu, więc nie musimy się bać, że się zgubimy. Nie, nie chcą za to żadnych tipów. Cała podróż z lotniska do centrum miasta zajmuje około 40 minut. Można oczywiście wziąć spod wejścia na lotnisko mega drogą taksówkę (ceny to podobno nawet 1500 INR), ale nie po to zamieszczamy ten post…

A jak dostać się z miasta na lotnisko – terminal krajowy? Z centrum miasta jedziemy pociągiem do stacji Vile Parle. Stamtąd tuk-tuk odwozi nas praktycznie pod same drzwi terminala.

Sieć mumbajskich stacji kolejowych

  1. Czym poruszać się po mieście?

Najbardziej użyteczne okazały się dla nas pociągi. Kiedy już ogarnęliśmy mapkę rozkładu, podróż stała prosta… ale nie łatwa. Skład pociągu dzieli się na wagony drugiej klasy, drugiej klasy dla kobiet, pierwszej klasy (z droższymi biletami) oraz pierwszej klasy dla kobiet. W klasie pierwszej oraz wagonach kobiecych bez trudu znajdziemy miejsca siedzące. Przy tym kobiety także mogą jeździć wagonami „ogólnymi”, ale zazwyczaj… nie jest to dla nich bezpieczne, szczególnie, gdy podróżują same. Zrozumieliśmy to drugiego dnia naszego pobytu w Mumbaju kiedy jechaliśmy pociągiem w godzinach szczytu. Tłoku i ścisku w wagonach nie da się opisać słowami, to trzeba po prostu przeżyć. Mrowie śniadych facetów w klapkach pcha się z całych sił, by zmieścić się w środku, depcząc po innych, skacząc na współpasażerów. Gdy dojeżdżamy do stacji trzeba wysiąść jeszcze w czasie biegu pociągu, bo zanim się on zatrzyma, wbiegają (nawet nie wchodzą!) do niego z impetem nowi pasażerowie tak, że pokonanie ich siły dopociągowej jest po prostu niemożliwe.

Musieliśmy pokonać nasze przyzwyczajenia i tak jak wszyscy wokół brutalnie pokonaliśmy dziki tłum, który zagrodził nam drogę do wyjścia i rozpychając się łokciami wypadliśmy w pędzie na peron.

Warto tu dodać, że wagony w Indiach mają wejścia cały czas otwarte na oścież (nawet w czasie jazdy), więc wielu podróżnych, którzy nie zmieścili się w środku, jedzie z jedną stopą na pokładzie lub schodku, trzymając się kurczowo jakiejś rury czy wystającego elementu.

Do niektórych atrakcji jest niestety daleko ze stacji kolejowych. Aby pokonać odległość kilku kilometrów najlepiej (i najtaniej) jest albo złapać motorikszę (tuk-tuka), albo autobus. Wystarczy znaleźć przystanek i zapytać tam o wybraną destynację. Zawsze spotkamy kogoś życzliwego, kto nie tylko wskaże nam palcem odpowiedni autobus, ale nawet pomoże nam do niego wsiąść, a kierowcy powie gdzie ma nas wysadzić.

Jeśli chodzi o tuk-tuki, to niestety nie spotkamy ich w południowych dzielnicach miasta – czasem trzeba będzie zdać się na taksówki.

Podobno w Mumbaju funkcjonuje też metro (od lat w budowie), ale gdy pytaliśmy kilku miejscowych, to żaden nie potrafił nam powiedzieć skąd rusza i dokąd można nim pojechać.

  1. Jak dostać się do najważniejszych atrakcji?

Najbardziej turystyczne dzielnice to Fort i Colaba – to tu planuje dotrzeć większość z nas. By zobaczyć najważniejsze miejsca w Colabie, wystarczy nam spacer, ale przechodzenie przez ulicę jest nie lada sztuką. Światła i znaki niewiele tu znaczą. Jeśli tłum przechodniów przetnie na czerwonym świetle drogę pojazdom to znaczy, że tak powinno być. Podobnie – jeśli tuk-tukowi lub samochodowi uda się zajechać drogę pieszym, mimo, że to oni mają zielone światło to znaczy, że może spokojnie jechać. Motoriksze, samochody i motory o włos mijają przechodniów i tylko jakimś ogromnym cudem nie ma tu tysięcy ofiar wypadków na ulicach.

Dworzec Chhatrapati

Większość turystów chciałaby znaleźć się na największym, głównym dworcu Mumbaju – Chhatrapati Shinvaji – stąd mamy już blisko do najważniejszych atrakcji miasta. Podobnie blisko mamy ze stacji Churchgate, która znajduje się w Colabie. Z obu miejsc dojdziemy spokojnie do Bramy Indii, hotelu Taj Mahal i Cross Maidan.

Aby dojechać do plaży, na której wieczorem zbierają się mieszkańcy Mumbaju (Chowpatty Beach), należy wysiąść na stacji Charni Road – dalej podążamy za tłumem tubylców nad zatokę Black Bay.

Do meczetu Haji Ali musimy (niestety) wziąć taxi ze stacji Mumbai Central. No, chyba że chcemy dreptać 3 km pieszo. A uwierzcie nam, że 3 km po indyjskich ulicach zmęczy Was tak, jak 10 km w innych krajach.

Plaża Chowpatti