Co warto zobaczyć w Gruzji?

Od paru ładnych lat Gruzja staje się jedną z ulubionych destynacji wakacyjnych Polaków, a to głównie za sprawą uruchomienia przez Wizz Air tanich połączeń lotniczych  z największych polskich miast. Jako zatwardziali Janusze, nie mogliśmy przecież przejść obojętnie wobec takiej okazji i nie skorzystać z kuszącej propozycji węgierskiego przewoźnika. Zrobiliśmy zatem z Gruzji pierwszy przystanek i jednocześnie bazę wypadową podczas naszej podróży na Zakaukazie. Urzekło nas nie tylko surowe piękno tamtejszych krajobrazów, ale też ciepli i życzliwi ludzie. No i oczywiście jedzenie. Całe mnóstwo przepysznego jedzenia.

Oto gruzińskie „TOP 5” według Januszów:

  1. TBILISI – stolica i największe miasto w kraju

Gruzja zawsze była przejściowym tworem między Europą i Azją – w Tbilisi dokładnie widzimy jak wpływy obu kultur mieszają się i przenikają wzajemnie. Obok bogatych, zdobionych cerkwi i starych kamieniczek mijamy schowane za murami meczety. Przechadzając się uliczkami czujemy się trochę „jakby u siebie”, ale nie wszystko nam tu do końca pasuje.

Panorama Tbilisi

Zwiedzanie rozpoczynamy od Placu Wolności – najpopularniejszego miejsca w mieście. Pośrodku placu podziwiać można pomnik św. Jerzego, który jest patronem Gruzji. Stąd można udać się na długi spacer aleją Rustavelego, przy której znajduje się m. in. budynek parlamentu lub na wschód, docierając do Mostu Pokoju, łączącego brzegi rzeki o wdzięcznej nazwie – Kura. Sam most przezywany przez wielu „wielką podpaską”, ze względu na swój charakterystyczny kształt, prezentuje się dość groteskowo. Pomimo to stał się rozpoznawalnym elementem miasta, podobnie jak budynek centrum wystawienniczo-koncertowego, przypominającego trzy wielkie rury.

Przez Most Pokoju przedostajemy się do Rike Park, skąd kursuje kolejka linowa do twierdzy Narikala, która znajduje się na wzgórzu. Kilka minut spacerem od twierdzy natrafimy na monumentalny pomnik Matki Gruzji – Kartlis Deda – która swoim wzrokiem zdaje się obejmować całe miasto. Pomnik ufundowano w 1958 r. z okazji 1500-lecia Tbilisi.

W pobliżu fortecy rozpoczynają się kręte schodki, prowadzące w dół, w pobliże Abanotubani, czyli dzielnicy łaźni, tuż nad rzeką. Tradycyjne łaźnie oraz otaczające je kamienice zostały całkiem niedawno poddane renowacji i dziś jest to wymarzone miejsce na popołudniowy spacer. Na powierzchni możemy podziwiać kopuły, gdyż same banie (łaźnie) zlokalizowane są pod ziemią.

Gruzińskie banie

Największa sakralna budowla w Gruzji – Cminda Sameba, czyli Sobór Trójcy Świętej, usytuowana jest we wschodniej części centrum miasta, na wzgórzu św. Eliasza. Wybudowano ją zaledwie 10 lat temu. Na przyjezdnych robi ogromne wrażenie nie tylko swoją wilekością, ale też położeniem – z głównego placu przed katedrą rozciąga się widok na całe główne miasto.

Cminda Sameba w całej okazałości

Widok z katedry na miasto

Charakterystycznym punktem na mapie Tbilisi jest też świątynia Metechi, pochodząca z XIII wieku, położona nad skalistym urwiskiem, nad rzeką Kurą.

Słynne gruzińskie chaczapuri

  1. GRUZIŃSKA DROGA WOJENNA

Jest to malownicza trasa stanowiąca główny szlak pomiędzy Tbilisi a Władykaukazem w Rosji, o długości 208 km, obfitująca we wspaniałe widoki oraz zabytki. Tuż za Tbilisi przechodzi obok Mcchety, czyli starożytnej stolicy Gruzji. Kolejnym ważnym punktem w drodze na Kaukaz jest twierdza Ananuri z XVII wieku, położona nad malowniczym, choć sztucznym, Jeziorem Żinwalskim.

Twierdza Ananuri na Drodze Wojennej

Po drodze mijamy miejscowość Gudauri, która jest głównym ośrodkiem sportów zimowych w tym regionie. Zatrzymujemy się również na chwilę na Przełęczy Krzyżowej (2779 m n.p.m.), w pobliżu kolorowej platformy widokowej, by podziwiać górskie krajobrazy.

Przełęcz Krzyżowa

Platforma widokowa

W końcu, po około 3-4 godzinach jazdy marszrutką przez górskie wertepy, docieramy do miejsca, które stanowi cel naszej podróży, a jest to…

  1. STEPANCMINDA I CMINDA SAMEBA

Położona na Drodze Wojennej Stepancminda (czyli „Święty Szczepan”, dawniej nazywana – Kazbegi), to niewielka miejscowość położona w dolinie, wśród gór Kaukazu. Liczy sobie ok. 2 tysięcy mieszkańców, a rocznie przyciąga niezliczone rzesze turystów, dzięki jednemu z najlepiej rozpoznawalnych gruzińskich zabytków – klasztorowi Cminda Sameba.

Stepancminda – widok na Kazbeg

Kościół pochodzący z XIV wieku usytuowany jest na wzgórzu, na wysokości 2170 m n.p.m. Dotrzeć do niego można w dwójnasób – pieszo (około godzinny spacer leśnymi drogami i wśród zielonych pastwisk) lub na bogato, czyli taksówką (samochodem terenowym, który posiada obecnie chyba każda rodzina zamieszkująca Stepancmindę). Koszt takiej taksówki to jakieś 30-50$, w zależności od umiejętności negocjacyjnych. Chętnych oczywiście nie brakuje. Jako oszczędni, gardzący luksusem Janusze, wybraliśmy oczywiście opcję wycieczki własnym środkiem transportu, który zawsze mamy przy sobie.

W drodze do klasztoru

Cminda Sameba

Ze szczytu wzgórza widoczny jest jak na dłoni najwyższy szczyt Kaukazu – Kazbeg (5033 m n.p.m.), przez większość roku schowany w otaczających go chmurach.

Kazbeg ukryty w chmurach

  1. JASKINIA PROMETEUSZA

Ogromny kompleks jaskiń odkryto dopiero w 1984r. Od głównego budynku z kasami i przechowalnią bagażu schodzi się w dół stromymi, metalowym stopniami wprost ku grocie prowadzącej do kompleksu tuneli podziemnych. Trasa turystyczna ma około kilometra. Legenda głosi, że mieszkał tu  Prometeusz, który wykradł ogień bogom, by ofiarować go ludziom.

Przechodząc przez kolejne groty, możemy podziwiać całe bogactwo skalnych formacji – stalagmity, stalaktyty, stalagnaty, kolumny, kamienne wodospady, podziemne jeziora, a wszystko to udekorowane różnokolorowymi światłami, nadającymi całości magiczny wygląd.

Do jaskini dojedziemy transportem publicznym z Kutaisi – szczegóły znajdziesz poniżej.

Wejście do jaskini to koszt 20 „żelków” (niecałe 30 zł) i uwierzcie nam, że będą to dobrze wydane pieniądze.

Jaskinia Prometeusza

Nadal w jaskini

To też jaskinia

Dobra, to już ostatnia

  1. BATUMI

Z góry uprzedzamy, że jest to miasto typowo kurortowe. W sezonie tętni życiem, poza sezonem – nie bardzo jest tam co robić. I nie poczujecie tam klimatu prawdziwej Gruzji. Ale z drugiej strony, będąc już w „okolicy”, trochę głupio by było nie wpaść tam chociaż na jeden dzień.

Idealnym miejscem na start zwiedzania jest początek promenady. To wzdłuż niej ulokowane są główne atrakcje, kolejno: Wieża Gruzińskiego Alfabetu, delfinarium (z pokazami akrobatycznymi delfinów) i mini zoo oraz Tańczące Fontanny. Następnie warto nieco zagłębić się w miejskie uliczki, cały czas uważając jednak na szalejących na drogach Gruzinów. Jednym z symboli nowoczesności Batumi jest Piazza – efektowny plac z wieżą zegarową, z której co jakiś czas rozbrzmiewa hymn Gruzji. Tu też ponoć koncertował przed kilku laty Sting. Co poza tym? Na pewno warto przejechać się kolejką linową i z góry popatrzeć na panoramę miasta oraz Morza Czarnego. Nam niestety nie było to dane, bo akurat odbywał się przegląd techniczny i przez kilka dni kolejka była nieczynna. Kilka kilometrów od centrum miasta mieści się też ogród botaniczny.

Aha! Jeśli planujecie wylegiwać się na plaży i kąpiel w morzu, to uprzedzamy, że plaża jest niemal w całości kamienista…

Piazza – główny plac Batumi

 

Transport do i po Gruzji

Zacznijmy od tego, jak tanio dostać się do Gruzji? Jedynym gruzińskim lotniskiem, na którym operują linie lowcostowe, jest lotnisko w Kutaisi (230 km od stolicy kraju, Tbilisi). Z Polski dolecicie tam Wizz Airem z Katowic, Warszawy lub Wrocławia. Bardzo często ceny za lot w jedną stronę poza sezonem (październik – kwiecień) kręcą się w okolicach 75-120 zł. Taka cena za ten odcinek już by nas przekonywała do zakupu. W tym miejscu warto wspomnieć, że obywatele RP, aby dostać się do Gruzji, nie potrzebują nawet paszportu, ani tym bardziej wizy. Wystarczy nam kawałek plastiku nazywany dowodem osobistym.

Lądujemy w Kutaisi, i co dalej? Opcji jest kilka. Możemy na przykład udać się nad Morze Czarne do Batumi (nucąc pod nosem hicior Filipinek), możemy udać się bezpośrednio do Tbilisi lub możemy pozostać w Kutaisi i okolicach. My polecamy zaliczyć wszystkie te lokalizacje. Kombinacji jest kilka. Przetestowaliśmy na żywym organizmie następującą kolejność: lotnisko w Kutaisi – Batumi – Kutaisi – Tbilisi.

Po opuszczeniu hali przylotów, zaraz obok wyjścia, powinno znajdować się stanowisko Georgian Busa. W pobliżu będzie też kantor. Polecamy część przywiezionych przez nas dolarów (tak, dolarów) zamienić tam na lari (dalej zwane „żelkami”, jeden żelek = 1,40 zł). A więc, wracając do Georgian Busa, kupujemy bilety na wybraną przez nas trasę. Ceny to mniej więcej 15 żelków do Batumi, 20 żelków do Tbilisi i 5 żelków do centrum Kutaisi. Aktualny cennik i rozkład sprawdzicie na stronie przewoźnika.

Podstawą transportu publicznego w Gruzji są marszrutki, czyli kilkunastoosobowe (najczęściej zdezelowane, przeżarte rdzą) busiki. Co ciekawe, nie istnieją ich oficjalne rozkłady jazdy, a mimo to miejscowi zawsze wiedzą skąd, dokąd i o której odjeżdża odpowiednia marszrutka. Zatem, jeśli chcesz się dowiedzieć jak tanio dojechać dokądkolwiek, zawsze zapytaj tubylców. Większość Gruzinów sprawnie posługuje się językiem rosyjskim (na rozmowę po angielsku raczej nie ma co liczyć), ale wystarczy podać im nazwę upragnionej destynacji, a bez problemu wskażą Ci ręką dokąd masz się udać, a najczęściej sami Cię tam zaprowadzą i jeszcze zagadają z kierowcą marszrutki.

Przykładowe marszrutki na ulicach Tbilisi

Będąc w Kutaisi, warto udać się do Jaskini Prometeusza (ok. 25 km od Kutaisi). Żeby nie było tak łatwo, to póki co nie ma żadnego bezpośredniego połączenia komunikacyjnego między Kutaisi a tą atrakcją. No, poza taxi, ale gdybyśmy jechali taxi, to nie nazywalibyśmy się Grażyną i Januszem. Tak więc kolejny etap wyprawy to marszrutka numer 42 do Ckaltubo (w innych źródłach: Tskaltubo), która startuje z okolic Czerwonego Mostu. Jedziemy nią do końcowego przystanku. Tam pytamy się o marszrutkę do Jaskini. Na hasło „Prometeus” lokalsi wskażą przystanek, z którego odjeżdża właściwy busik. Oba etapy podróży nie powinny kosztować więcej niż 5 żelków za osobę.

Po powrocie do Kutaisi wskakujemy w marszrutkę do Tbilisi – 10 żelków od łebka.

W Tbilisi znajduje się kilka, nazwijmy to dumnie, węzłów komunikacyjnych. Na każdym z nich marszrutki odjeżdżają w innych kierunkach. Pierwszym takim węzłem jest dworzec kolejowy (to tutaj zakończy się np. podróż marszrutką z Kutaisi). Drugim, z którym mieliśmy do czynienia, jest dworzec Didube. Z tego miejsca pojedziecie busikiem np. w kierunku Gruzińskiej Drogi Wojennej i Stepancmindy. Warto dodać, że do obu tych dworców dojedziecie metrem (odpowiednio stacje: Station Square i Didube). Wracając marszrutką z Erewania zakończyliśmy z kolei podróż na dworcu autobusowym Ortachala, skąd do najbliższej stacji metra jest ok. 1,5 km.