Małe co-nieco o Szanghaju już pisaliśmy – jak się tam dostać, jak poruszać, jak przeżyć, jak nie zwariować w skośnookim tłumie. Dziś zajmiemy się inną, równie ważną kwestią – co robić w jednym z największych miast świata, gdy już się w nim znajdziemy? Sami przed wyjazdem przeczytaliśmy parę przewodników, wpisów blogowych i nawet książkę mieszkającej tam Europejki. Błądząc dwa dni w strugach chińskiego deszczu przekonaliśmy się, co warte jest naszego zmęczenia i butów pełnych wody, a co lepiej sobie odpuścić. Śpieszymy zatem podzielić się z Wami tym, co naprawdę warto zobaczyć w Szanghaju.

  1. Pudong

Zwiedzanie miasta rozpoczęliśmy właśnie od Pudongu, z tej prostej przyczyny, że właśnie tu usytuowany jest hostel, w którym spaliśmy. Dzielnica słynie w świecie z nowoczesnych wieżowców, które biorą udział w wyścigu o miano najwyższych budynków na globie. Wśród nich króluje Shanghai Tower – drugi najwyższy wieżowiec świata (zaraz po dubajskim Burj Khalifa), o wysokości 632 metrów, ze 128 kondygnacjami. Jego bezpośrednim sąsiadem jest Shanghai Trade Center, zwany też „otwieraczem do butelek”, ze względu na swój nietypowy kształt. Trzecim (a może raczej pierwszym) najlepiej rozpoznawalnym i jednocześnie najchętniej fotografowanym drapaczem chmur jest Perła Orientu (czwarta najwyższa wieża telewizyjna świata). Na uwagę zasługuję również Jin Mao Tower – wiele z jego parametrów nawiązuje do liczby osiem, która w kulturze chińskiej uważana jest za szczęśliwą (88 pięter, rdzeń budynku o kształcie ośmiokąta, główny rdzeń otoczony ośmioma zewnętrznymi kolumnami).

Widok na Pudong z przeciwległego brzegu rzeki.

Perła Orientu w całej okazałości.

Kolejno od lewej – Shanghai Trade Center („Otwieracz”), Jin Mao Tower oraz Shanghai Tower.

Niewątpliwie wielką atrakcją jest możliwość wjazdu na najwyższe piętra tych kolosów i podziwianie z nich panoramy miasta. Ceny biletów oscylują w granicach 110-130 juanów. Niestety nam nie było dane doświadczyć tej przyjemności, gdyż przez całość naszego pobytu wierzchołki Shanghai Tower, Jin Mao Tower i „otwieracza” pokrywał grubą warstwą smog z domieszką deszczowych chmur, więc wjazd na nie kompletnie mijał się z celem.

  1. Bund

To nietypowe miejsce na mapie nie tylko Szanghaju, ale i całych Chin. W położonym na wybrzeżu rzeki Huangpu Bundzie znajdziemy zabudowę żywcem wziętą z Nowego Jorku czy Londynu sprzed stu lat, kiedy to Chiny otworzyły się na świat, a samo miasto bogaciło się na handlu zagranicznym, stając się motorem gospodarki Państwa Środka. Wzdłuż rzeki ciągnie się szeroki deptak, z którego można podziwiać z jednej strony klasycystyczne czy secesyjne budynki banków, luksusowych hoteli i urzędów Bundu, a gdy odwrócimy głowę w drugą stronę, dostrzeżemy futurystyczną zabudowę Pudongu. W tej dzielnicy bierze też początek Nanjing Road – ulica handlowa, uznawana za jedną z największych na świecie. Swoje sklepy ma tam ponad 600 firm z całego świata oraz wielu lokalnych wyrobników, oferujących tradycyjne jedwabie, jadeitową biżuterię oraz zegarki. My także udaliśmy się na spacer Nanjing Road, znajdując szyldy kilku znanych marek, ale żebyśmy się jakoś szczególnie tym miejscem zachwycili, to nie bardzo.

Widok na Bund. Deptak nad rzeką Huanpu.

  1. Kwartał Chiński

To najstarsza część miasta i zarazem najbardziej „chiński” kawałek Szanghaju (jeśli wiecie, o co chodzi), jaki można zobaczyć w mieście. U wejścia na teren Starego Miasta znajduje się wielka brama, zdobiona tradycyjnymi motywami kultury chińskiej – spiczasto zakończonymi, wygiętymi ku górze, czarnymi dachami oraz kamiennymi rzeźbami smoków. Dalej po obu stronach ciągną się sznury drobnych sklepików, w których można zaopatrzyć się w pamiątki oraz drobne, tradycyjne przekąski, a także starochińskie, drewniane zabudowania z XVII i XVIII wieku. Klucząc wąskimi uliczkami docieramy do centrum, w którym znajduje się niewielka sadzawka ze słynnym Zygzakowatym Mostem (którego kręty przebieg miał mylić drogę złym duchom) oraz położoną nad nią tradycyjną Herbaciarnią Huxin Ting, znaną ponoć każdemu Chińczykowi. Przechodząc przez Most trafiamy w pobliże murów oraz bramy wejściowej na teren kolejnej atrakcji – ogrodów Yu Garden (więcej info w tekście poniżej).

Kwartał Chiński.

Most Zygzakowaty oszpecony kiczowatymi ozdobami z okazji Nowego Chińskiego Roku.

  1. People’s Square (Plac Ludowy)

Ogromna powierzchnia tego parku, w samym centrum miasta, otoczona jest przez wielkie gmachy, mimo to wśród wąskich alejek i zagajników można odnaleźć chwilę ciszy i wytchnienia od zgiełku miasta. Plac Ludowy to jednak nie tylko kącik wypoczynkowy, ale też matrymonialny oraz hazardowy.

Podobno w każdą sobotę  (a jak się sami przekonaliśmy – nawet codziennie) w jednej z części parku regularnie odbywają się targi matrymonialne. Młodzi, nowocześni szanghajczycy większość swojego czasu poświęcają pracy i wspinaniu się po szczeblach kariery. Ubolewają nad tym ich rodziciele, martwiąc się, że dziecko spędzi życie w samotności, w pogoni za pieniądzem. Całe szczęście, że troskliwe matki i pomysłowi ojcowie wynaleźli rozwiązanie tego problemu. Na Placu Ludowym każdy, kto ma syna czy córkę na wydaniu, może rozstawić zwykły parasol, na którym umieszcza ofertę matrymonialną – krótkie informacje na temat swojej pociechy. I tak możemy się dowiedzieć (o ile rozszyfrujemy chińskie pismo), jaki jest wzrost, waga i wiek potencjalnego kandydata/kandydatki na współmałżonka. Ponadto przeczytamy gdzie pracuje, ile zarabia, jakim samochodem jeździ i czy ma ładną twarz. Oferty wnikliwie analizują inni rodzice samotnych młodych ludzi. I to właśnie rodzice między sobą umawiają swoje dzieci – do kawiarni, do parku, do restauracji. Jeśli młodzi spodobają się sobie, może coś z tego będzie, jeśli nie – mama czy tata wrócą do rozstawiania swojego parasola z nadzieją, że ktoś zwróci uwagę na ich „ofertę”.

Targi matrymonialne na Placu Ludowym.

Na Placu Ludowym pośród altanek znaleźć można starszych Chińczyków uprawiających hazard (prawnie zabroniony). I tak wokół mężczyzn siedzących na stołkach wokół kamiennego stołu, grających w karty lub kości na pieniądze, zobaczymy tłumy ciekawskich gapiów, obstępujące ich i czekające na wynik rozgrywek.

  1. Yu Garden

Gdybyśmy mieli do wyboru tylko jedną, jedyną rzecz do obejrzenia w Szanghaju, bez wątpienia wybralibyśmy Ogrody Yuyuan, założone już w XVI wieku w obrębie Starego Miasta. Dla nas to miejsce jak z jakiejś chińskiej bajki – liczne mostki, małe pawilony, wyłożone kamieniem alejki, zbiorniki wodne, a wszystko to otoczone i porozdzielane białym murem zwieńczonym podobiznami smoków. Nie przeszkadzał dam deszcz, ani zmęczenie całodzienną wędrówką – wśród zielonej roślinności i stawów pełnych złotych karpi koi spędziliśmy ponad dwie godziny. Ceny biletów poza sezonem – 30 juanów, w sezonie – 40.

Zjawiskowe ogrody Yuyuan.

Mury ogrodów.

  1. Urban Planning Exhibition Center (Centrum Planowania Miasta)

Gmach znajduje się na Placu Ludowym. Na pięciu piętrach możemy obejrzeć wystawy pokazujące historię i rozwój miasta, stare zdjęcia, a także przewidywania, jak Szanghaj będzie wyglądał w przyszłości. Najciekawszą wystawą, zajmującą dokładnie powierzchnię całego trzeciego piętra, jest największa na świecie makieta miasta, w skali 1:500, podświetlona z różnych stron, oddająca w najdrobniejszych szczegółach wygląd Szanghaju. Wstęp: 30 juanów.

Centrum Planowania Miasta z największą makietą na świecie.

  1. Świątynia Nefrytowego Buddy i Ptasi Targ

Z miejsc, które wszyscy polecają, a których nie udało nam się zobaczyć (albo tylko częściowo zobaczyć) to Świątynia Nefrytowego Buddy i Ptasi Targ. Do Świątyni dotarliśmy niestety pół godziny po jej zamknięciu, ale nawet z zewnątrz robiła niezłe wrażenie. Co do Ptasiego Targu, to został on zamknięty, a właściwie nie tyle zamknięty, co cały jego obszar zasłonięto metalowym ogrodzeniem, a tam gdzie kiedyś podobno kupowano jedzenie ze stoisk ulicznych, targowano się o stare graty i podglądało walki świerszczy (kolejna gra hazardowa), dziś jeżdżą koparki, kręcą się bębny koparek i pracują chińscy odpowiednicy Boba Budowniczego.

Światynia Nefrytowego Buddy.

To tyle z miejsc, które ze spokojnym sumieniem możemy polecić. Dzięki niewielkim odległościom między głównymi atrakcjami oraz sprawnym połączeniom metra można to wszystko (a przy dobrej pogodzie pewnie i trochę więcej) zobaczyć w ciągu zaledwie dwóch dni. Mamy nadzieję, że post będzie pomocny tym z Was, którzy wybierają się (choćby i na krótko) do Szanghaju.

Pomyślnych wiatrów!