Trinidad pojawia się na kartach każdego przewodnika po Kubie i w każdym wpisie blogowym na listach „must see” wyspy. W przeciwieństwie do większości popularnych kubańskich miast, nie jest usytuowany bezpośrednio na wybrzeżu, nie ma tu też wielu hoteli.

Co zatem stanowi o unikalności tego miejsca i czym przyciąga ono podróżników?

Panorama Trinidadu

Po pierwsze – architektura

W mieście (właściwie miasteczku) obowiązuje zakaz budowy wieżowców, za to spore sumy przeznacza się na renowację zabytkowych budowli kolonialnych, willi, kościołów. Całe główne miasto wyłożone jest kostką brukową. Wszystkie te zabiegi sprawiają, że Trinidad zachował swój niepowtarzalny charakter. Przybywając tu ma się wrażenie, że czas zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu.

Po drugie – niepowtarzalny klimat

Nawet obcym łatwo wmieszać się w lokalną społeczność. Ludzie w Trinidadzie są otwarci i życzliwi, na ulicach nie zaczepiają nas naciągacze, którzy próbują wcisnąć  pamiątkę czy drinka. Wszystko tu jest bardzo naturalne i mimo że to jedno z ulubionych miejsc turystycznych, nie zobaczymy tu tłumów obcokrajowców, a w dzielnicy kolonialnej nie spotkamy w zasadzie samochodów czy motocykli. Nieco prowincjonalna atmosfera wspaniale wpasowuje się w kolorową, wiekową zabudowę.

Po trzecie – najlepsze mojito i canchanchara „na świecie”

Przynajmniej tak mówią szyldy miejscowych barów. Mojito zna każdy, natomiast canchanchara to tradycyjny drink pochodzący właśnie z okolic Trinidadu. Poza rumem aguardiente, soku z cytryny i lodu, dodaje się do niego miodu. Jest ona jednym z czterech słynnych koktajli kubańskich (razem z daiquiri, mojito i cuba libre), które wywodzą się z okresu kolonialnego i walki o niepodległość.

Un mojito, por favor!

Po czwarte – Trinidad uważany jest za kubańską stolicę Santerii

Santeria to religia synkretyczna łącząca w sobie chrześcijaństwo z wierzeniami ludności afrykańskiej, która zniewolona była transportowana na Kubę do pracy na plantacjach. Czarnym przybyszom zabraniano wyznawania rodzimych bóstw i praktykowania pogańskich obrzędów. Pozornie przejmowali oni wiarę chrześcijańską, ale pod postaciami świętych ukrywali swoich bogów, oddając im cześć. Nie wyzbyli się także swoich tradycji. Szacuje się, że dziś nawet kilka milionów Kubańczyków wyznaje Santerię, choć bardzo często nie przyznają się do tego.

Historia Trinidadu jest równie ciekawa co samo miasto – była to trzecia najstarsza osada na Kubie, założona w 1514 roku. Oryginalnie nazywano ją La Villa de la Santísima Trinidad, czyli Wioska Najświętszej Trójcy.

W XVI wieku miasto zaczęło się dynamicznie rozwijać dzięki plantacjom trzciny cukrowej – ich właściciele stawali się najbogatszymi ludźmi na Kubie, istnymi „baronami cukrowymi”, którzy rządzili w Trinidadzie zupełnie niezależnie od władz w Hawanie. Z tego okresu do dziś można podziwiać bogate pałace, kratowane okna kamienic i brukowane ulice.

Na skutek wzrostu znaczenia gospodarczego miasta Cienfuegos i zmiany szlaków handlowych, Trinidad stopniowo znalazł się na uboczu i popadał w zapomnienie. Dzięki temu jego kolonialna starówka nie była przebudowywana i dziś możemy ją oglądać w praktycznie niezmienionym stanie.

W 1998 roku została wpisana na listę UNESCO i dziś uważana jest za perłę narodową.

Plaza Mayor

Co warto zobaczyć w Trinidadzie?

Centralnym punktem jest Plaza Mayor. To wokół placu skupiają się najcenniejsze zabytki miasta, dlatego polecamy rozpocząć zwiedzanie właśnie tutaj.

Nad wschodnim skrajem placu góruje fasada barokowego kościoła Iglesia de la Santísima Trinidad – najważniejszej świątyni w okolicy. Jej wnętrze ma surowy, neogotycki wygląd – pojedyncze, ciemne ołtarze, białe ściany, proste ławki.

Zwiedzanie Iglesia de la Santísima Trinidad:

  • w godzinach 10:30 – 13:00;
  • za darmo.

Kościół Św. Trójcy

Wnętrze kościoła

Przygotowanie do Wielkiego Tygodnia

Neogotycki ołtarz

Na prawo od wejścia do kościoła zaczynają się szerokie, brukowane schody prowadzące do Casa de la Musica – popularnego wśród turystów baru, przed którym wieczorem gra lokalny zespół, zachęcając do tańczenia salsy, zabawiając tłumy ludzi pijących mojito i canchancharę. Jest to ulubione wieczorne miejsce spotkań przybyszów, szczególnie że zaraz obok, przy Calle Rosario, za restauracją Esquerra, sprzedaje się drinki o szumnej nazwie „najlepsze mojito na świecie” za jedyne 1,5 CUC. Nie jesteśmy pewni czy było faktycznie najlepsze, w każdym razie nam smakowało, a przede wszystkim świetnie chłodziło gardło w panującym na ulicy skwarze.

Schody do Casa de la Musica

Idąc wzdłuż fasady kościoła ulicą Calle Cristo dochodzimy do zabudowań dawnego klasztoru św. Franciszka, w którym obecnie zorganizowano Narodowe Muzeum Walki z Bandytami. Tym co interesuje nas tu najbardziej jest wieża, która dominuje nad miastem i stanowi świetny punkt widokowy (bilet wstępu: 1 CUC).

Wieża widokowa

Dzwon na wieży

Widok na miasto

Bardzo rzadkie zdjęcie, na którym jesteśmy razem

Drugim punktem widokowym, położonym nieco niżej, jest wieża przy Museo de Historia Municipal (po drugiej stronie Plaza Mayor) – w budynku, który niegdyś był pałacem jednego z cukrowych baronów – Justo Cantero.

Poza ścisłym centrum warto wybrać się na spokojny spacer ulicami miasta, obserwując jego kolorową zabudowę i życie mieszkańców.

Ulice Trinidadu

My wybraliśmy się także na Plaza Carillo, przy którym oprócz barwnych kamienic znaleźliśmy nieduży kościół San Francisco de Paula oraz… dostęp do internetu miejskiego 🙂

Plaza Carillo

Samo miasto to jednak nie wszystko. Polecamy wypożyczyć rowery i przejechać się po okolicy. Co prawda w naszej casie właścicielka rowerów nie miała, ale tutaj to żaden problem – zawsze któryś sąsiad chętnie wspomoże.

Wypożyczenie roweru u właściciela casy lub sąsiada: 5 CUC/dzień

Wąskimi uliczkami wyruszyliśmy na dwukołowcach w stronę plaży. Najbliższa – Playa la Boca – leży w odległości około 5 km (dojazd mało uczęszczaną drogą asfaltową). Wokół plaży jest rozwinięta baza turystyczna – przydomowe pensjonaty, bary i małe restauracje.

Naszym następnym celem była plaża Ancon, położona 8 km dalej, jadąc urokliwą drogą wzdłuż wybrzeża. Niestety, gdy przejechaliśmy trochę ponad połowę trasy, okazało się, że dalej jest nieprzejezdna (zamknięto ją metalowym ogrodzeniem na czas remontu). Zatrzymaliśmy się zatem na Playa Maria Aguilar, odpoczęliśmy nieco i na zachód słońca wróciliśmy na la Boca.

Playa Ancon

Zachód słońca nad Playa la Boca

Do Trinidadu zajechaliśmy, gdy już się ściemniało i kiedy tylko weszliśmy do casy, zaczęła się gwałtowna, tropikalna burza.

Nocne harce przy Plaza Mayor