Za nami tegoroczna zmiana czasu z letniego na zimowy, a w perspektywie kilka długich miesięcy chłodu, wiatru, deszczu, śniegu i braku słońca. Nie zrażamy się jednak smutną, jesienną aurą i planujemy dalszy podbój świata, mimo nieciekawej pogody.

Dla wielu ludzi wszelakie wycieczki i podróże wiążą się tylko z jedną porą roku – latem (ostatecznie też wiosną, w końcu mamy naszą, polską, kilkudniową majówkę). My, jak co roku, udowadniamy sobie i innym, że z wojażami nie trzeba czekać, aż zrobi się cieplej, odbywać je można przez cały rok. Dla tych, którym nie przeszkadza niepogoda, sporządziliśmy poradnik o tym, jak podróżować jesienią i zimą.

Japonia zimową porą

Korzyści z podróży poza sezonem

Na początek kilka słów zachęty. Jakie są zalety latania i zwiedzania poza sezonem turystycznym? Zacznijmy od najbardziej przyziemnej (a jakże istotnej) kwestii, mianowicie pieniędzy. Ceny biletów lotniczych w miesiącach „nieturystycznych” są niekiedy nawet kilkukrotnie niższe niż w szczycie sezonu. Wystarczy nawet pobieżnie przejrzeć kalendarz cenowy którejkolwiek linii lotniczej, by zauważyć stopniowy wzrost cen wraz ze zmianą miesięcy zimowych na wiosenne i szczyt cenowy w czasie letnim. Najbardziej spektakularne promocje cenowe na bilety lotnicze, jakie udało nam się upolować, były właśnie na okres jesienny i zimowy (w tym kilka bardzo obleganych kierunków, na których zakup nie stać by nas było latem).

Więcej o poszukiwaniu tanich lotów przeczytacie tutaj.

Porto w styczniu

Dla nas ważnym argumentem za wyjazdami jesienno-zimowymi jest mały ruch turystyczny. Niestety większość dużych, popularnych destynacji zmaga się w sezonie wysokim z tłokiem i nadmiarem przyjezdnych. Z tego też powodu część miast planuje wprowadzić specjalne, dodatkowe opłaty za pobyt na ich terenie.

Problem znika wraz ze spadkiem temperatury powietrza. Zatłoczone deptaki i atrakcje turystyczne oblegane przez ludzi z selfie stickami stają się bardziej przystępne, można je zwiedzać bez większych kolejek i przepychania się łokciami, pozwolić sobie na powolne spacery i napawanie się widokami, po prostu czerpać przyjemność z niespiesznego zwiedzania.

Jeśli już jesteś przekonany co do wyjazdów jesienno-zimowych, warto wiedzieć, na co zwrócić uwagę podczas ich organizacji.

Grudniowy Luksemburg

Po pierwsze: wybieraj ciepłe kierunki

Kiedy u nas Wisłą spływają stadami lodowe kry, a twarze nagminnie smagane są powiewem arktycznego wiatru, w niektórych zakątkach Europy (i oczywiście świata) temperatury pozwalają przyjemnie spędzić czas na wolnym powietrzu, a słońce zdaje się nie mieć pojęcia o istnieniu zimy. Wymarzone kierunki w tym czasie to np. Hiszpania, Portugalia, Włochy, południe Bałkanów, ale także coraz bliższe (ze względu na tanie loty) kierunki – Izrael, Jordania, Maroko. Poza tanimi miejscami mamy szeroką gamę destynacji idealnych na zimę – Afryka, Azja, Ameryka Południowa, Karaiby.

Przykładowo w styczniu i lutym (gdy w Polsce mamy epicentrum zimowego zła, mrozu i wiecznego mroku) wybraliśmy się do Portugalii (Porto i Lizbona) oraz Barcelony. W obu tych miejscach temperatury oscylowały w okolicach 20oC, a słońce przyjemnie grzało skórę. Warunki idealne na długie spacery i swobodne zwiedzanie miast.

Na Zanzibarze ciepło cały rok!

Z kolei nasza tegoroczna styczniowa podróż do Jordanii okazała się strzałem w dziesiątkę – temperatura powietrza wynosiła 15-18oC, przy czym w miesiącach wakacyjnych jest to zazwyczaj 30-40oC, co znacznie utrudnia np. zwiedzanie Petry, gdzie trzeba się sporo nachodzić i powspinać na skały. Podróże jesienią i zimą są zatem dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie cierpią wysokich temperatur (tak jak my), a chcieliby odwiedzić gorące rejony świata.

Petra

Po drugie: dostosuj ubiór do panującej pogody

Jak to mówią: „nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie”. Żadna pogoda nie jest nam straszna, gdy mamy odpowiedni ubiór. Przed wyjazdem zawsze sprawdzamy prognozę pogody i zabieramy rzeczy, które nam się przydadzą. W naszym bagażu powinna znaleźć się odzież termoaktywna, czapka, szalik, rękawiczki, a wszelka niepogoda nie będzie nam straszna.

W ten sposób zwiedziliśmy, między innymi, zimowy Bukareszt w lutym, cały skuty lodem i przysypany śniegiem, oraz bożonarodzeniowy Luksemburg.

Bukareszt piękny także w zimie

Po trzecie: na niepogodę dobre są muzea

Zapowiada się zimny, deszczowy dzień? Znajdź atrakcje zamknięte w budynkach – muzea, galerie, wystawy. Jeżeli zamierzasz spędzić kilka dni w jednym mieście, podziel czas tak, by najzimniejsze momenty dnia (poranek, wieczór) spędzić w ciepłych pomieszczeniach. W ten sposób udało nam się zobaczyć mnóstwo ciekawych miejsc w marcowym, wietrznym Nowym Jorku – w dniu, w którym zapowiadano największe opady deszczu zrobiliśmy sobie rajd po największych muzeach Manhattanu.

Marcowy Central Park

Po czwarte: pamiętaj o ciepłych płynach i posiłkach

Gdy spacerujemy przez miasto w zimny dzień, róbmy sobie przerwy na coś ciepłego. Nie musi to być od razu wystawny obiad z trzema daniami, wystarczy, że wstąpimy na kilka minut do baru czy kawiarni, by się ogrzać i wypić coś gorącego lub zjeść zupę, która niewiele kosztuje, jest szybko podana i wspaniale rozgrzeje nas od środka.

Jeśli jesteś smakoszem, dobrą opcją będzie dla Ciebie gastrotrip! Pogoda Ci nie straszna, gdy czekają otwarte restauracje z pysznym, niedrogim jedzeniem – w tej kwestii warto zawitać na przykład do Gruzji, w której zimą i wczesną wiosną może być problem z przejechaniem przez górskie przełęcze, ale gorących chinkali i chaczapuri jest zawsze i wszędzie pod dostatkiem, a piwniczki pełne są wina.

Słynne gruzińskie chaczapuri

Po piąte: korzystaj z komunikacji miejskiej

Ogólnie preferujemy poruszać się po mieście o własnych siłach, ale gdy zmusza nas do tego pogoda, nie gardzimy też autobusem czy tramwajem. Przed wyjazdem do danego miasta warto sprawdzić (choćby i tylko awaryjnie), czym możemy sprawnie przejechać od jednej atrakcji do drugiej na wypadek nagłej ulewy.

Barcelona w styczniu

Po szóste: właściwy hotel/hostel

Zamawiając nocleg koniecznie upewnij się, że w czasie twojego pobytu będzie działało ogrzewanie. Brzmi śmiesznie? Nie dla wszystkich noclegowni na południu Europy. Niektóre z nich nie inwestują w sprawne systemy ogrzewania, bo przez większość roku i tak jest tam wystarczająco ciepło, inne późno zaczynają sezon grzewczy i można trafić akurat na pierwsze chłodne dni, kiedy grzejniki są jeszcze zakręcone.

Po siódme: jarmarki bożonarodzeniowe!

Dla nas idealny sposób na poznanie miejscowej kultury i kuchni. Jarmarki zaczynają się w wielu dużych miastach już na przełomie listopada i grudnia. Panuje na nich najlepszy, bo świąteczny, klimat, wszędzie grają kolędy, ludzie są dla siebie życzliwi, a stragany z gorącym jedzeniem przyciągają nieziemskimi zapachami. Uwielbiamy chodzić między stoiskami, przyglądać się kolorowym ozdobom i popijać z kubeczka grzane wino.

Jarmark bożonarodzeniowy w Luksemburgu

I to by było na tyle, jeśli chodzi o nasze sposoby na jesienno-zimowe wypady. Może macie jakieś swoje sprawdzone metody?