Emocje po tegorocznej Gali Oscarów już opadły. Przełknęliśmy gorzką pigułkę po przegranej naszego rodzimego faworyta do statuetek – „Zimnej Wojny” i przeszliśmy nad tym do porządku dziennego. Z uznaniem pokiwaliśmy głowami dla wyboru „Green Book” jako najlepszego filmu i poklaskaliśmy dla Ramiego Maleka, który podbił nasze serca w „Bohemian Rhaposdy”. Razem z Lady Gagą i Bradley’em Cooperem odfałszowaliśmy boskie „Shallow” i pogratulowaliśmy sobie, że „Bao” obejrzeliśmy zanim ktokolwiek zaczął o animacji mówić w kontekście Oscarów.

Niewielu wie, że w międzyczasie odbyła się jeszcze jedna, dużo skromniejsza Gala Cebulionów 2019. Jury w niezmienionym składzie (czyli Grażynka i Janusz) przyznało statuetki za najbardziej cebulaste zachowania w podróży. W tym roku rozdaliśmy nagrody w czterech kategoriach:

Statuetka Cebuliona. Marzenie każdego podróżnika.

1. Cebulion w kategorii „Pierwszoplanowa rola męska” otrzymał mężczyzna, który w zasadzie powinien wziąć udział w jeszcze co najmniej jednym konkursie, a mianowicie „Janusze biznesu 2019”. Laureat pochodzi z Jordanii. Znany jest przez wielu turystów z tego, że w Petrze (największej i najbardziej znanej atrakcji kraju) ustawił namiot na końcu skalnego szlaku w miejscu, z którego jest idealny (właściwie jedyny) widok na Skarbiec. W praktyce wygląda to w ten sposób, że wchodzi się około godziny krętą, górską ścieżką, by zobaczyć najpiękniejszy widok na zabytek i dokładnie na zakończeniu szlaku stoi sklecony z dywaników i materiałów kolorowy namiot. Żeby do niego wejść i podziwiać Skarbiec, trzeba koniecznie zapłacić lub kupić napój (herbatę, Colę, Fantę). Z roku na rok wysokość opłaty rośnie – ostatnio z 1 do 2 JOD. Dodamy tylko, że nie jest to teren prywatny, ale nie przeszkodziło to naszemu laureatowi w zaanektowaniu skrawka skały i pobierania opłaty za widok, który powinien przecież być darmowy dla wszystkich.

Namiot jordańskiego laureata Cebulionów.

2. Cebulion w kategorii „Pierwszoplanowa rola kobieca” trafia w ręce naszej rodaczki, której imienia niestety (czy stety) nie poznaliśmy, ale na potrzeby Gali możemy ją ochrzcić Halinką. Czekając na lotnisku Warszawa-Modlin na lot, ustawiliśmy się grzecznie w kolejce „Non-priority”, patrząc jak obok nas ludzie z kolejki „priorytetowej” wchodzą pierwsi na pokład. W momencie, kiedy wydawało się, że wszyscy z niej już przeszli, pojawiła się na scenie Halinka, ciągnąc za sobą wąsatego, nieświadomego męża. Wparowała do przejścia „priority”, wciskając obsłudze kartę pokładową i dowód osobisty. Obsługa lekko się krzywiąc przepuściła dalej Halinkę. Ta, zamiast cicho przejść obok, odwróciła się w stronę grupy ludzi czekających grzecznie w „non-priority” i na cały głos (niby tylko do męża, ale tak, by słyszało ją dokładnie całe lotnisko) wykrzyknęła: „Ojej! To była kolejka prajoriti, a myśmy się tu wcisnęli!”, po czym wybuchła szaleńczym śmiechem i zniknęła w korytarzu, odprowadzana wzrokiem żądnych jej krwi współpasażerów.

3. Cebulion w kategorii „Najlepsza cebula nieanglojęzyczna” przyznano starszej kobiecie (prawdopodobnie Rosjance), wyglądającej jak uosobienie Matki Rosji – biały, długi warkocz zapleciony wokół głowy, ogorzała twarz, szare dresy i zarzucona na plecy kolorowa, wzorzysta chusta (jeszcze walonek jej tylko brakowało). Matka Rosja weszła do łazienki na międzynarodowym lotnisku w Dubaju, zdjęła skórzane buty, bezceremonialnie podniosła stopę, włożyła do umywalki i dokładnie ją umyła, wycierając papierowym ręcznikiem. Po umyciu drugiej stopy pochyliła się nad tą samą umywalką, z kranu zaczerpnęła wody do ust, po czym wypuściła ją pod dużym ciśnieniem przez nos. Uwaga! Nie próbujcie tego w domu – można się zachłysnąć.

4. Cebulion w kategorii „Scenariusz oryginalny” otrzymał chłopak z indyjskiego miasta Jaipur. Po tym jak późnym wieczorem wysiedliśmy na stacji kolejowej, postanowiliśmy poszukać tuk-tuka, który zabierze nas do hostelu. Od razu wyhaczył nas chłopak, który miał wygląd niedożywionego piętnastolatka i gadanego jak mało kto. Z początku myśleliśmy, że to żart, że dzieci przecież nie mogą prowadzić pojazdów. Ostatecznie zaryzykowaliśmy i przez kilkanaście minut skuleni na tylnym siedzeniu obserwowaliśmy jak nasza motoriksza obija się raz po raz o inne pojazdy w szalonym, pędzącym tłumie aut i motorów. W tym czasie młody kierowca nie przestawał nas czarować kolejnymi opowiastkami w hindi-inglisz o swoich rozległych znajomościach i wiedzy. W pewnym momencie zaczął przekonywać, żebyśmy wraz z nim pojechali do niewielkiej manufaktury, w której można kupić pamiątki. Próbowaliśmy mu wytłumaczyć, że my zasadniczo pamiątek nie kupujemy, ale nie dawał się przekonać, reklamując kolejne koszulki „z najlepszych materiałów” i „najbardziej aromatyczne” przyprawy. Można przypuszczać, że chłopak za każdego przywiezionego do manufaktury turystę otrzymywał prowizję i stąd wziął się jego zapał. Gdy już dojechaliśmy do naszego hostelu, zapytaliśmy młodego, czy rano przewiezie nas po głównych atrakcjach miasta (oczywiście za pieniądze, bo z tego chłopak żyje na co dzień), a ten umówił się z nami na 7.00. Jak się okazało, chyba się obraził, że nie pojechaliśmy nabić mu prowizji do manufaktury i wystawił nas do wiatru. Szczęśliwie na jego miejsce czekał już tłum ryksiarzy, którzy chętnie zarobili parę rupii obwożąc nas po Jaipurze.

Randomowe riksze na ulicach indyjskich miast.

Drugą międzynarodową Galę Cebulionów uznajemy za udaną. Kapituła konkursu nie stwierdziła żadnych uchybień w swoich własnych działaniach, obyło się też bez skandali obyczajowych, choć podobno dzień po Gali sąsiedzi skarżyli się Dzielnicowemu, że wokół naszego bloku walają się puste butelki po tanich drinkach z Biedronki, ale nic nikomu nie udowodniono…
Tymczasem zbieramy już materiał na przyszłoroczne nominacje!