Do Chittorgarh zawiódł nas ślepy traf – przy planowaniu podróży po Indiach zauważyliśmy, że na mapie w okolicy Udajpuru znajduje się ikonka oznaczająca twierdzę. Nie znaleźliśmy o niej żadnej wzmianki w przewodnikach, więc po prostu wpisaliśmy nazwę miasteczka w wyszukiwarce internetowej i zdjęcia, które zobaczyliśmy, mówiły jedno: „musicie tam jechać”.

Pociąg z Udajpuru zatrzymał się na stacji kolejowej Chittorgarh, gdy słońce dawno już zaszło, a ulice skąpane były w ciemności. Nie pozostało nam nic innego, jak znaleźć motorikszę, gdyż dodatkowo zaczął padać lekki deszcz. Znalezienie tuk-tuka w pobliżu dworców nigdy nie jest wielkim wyczynem – właściwie to ich właściciele znajdują Ciebie. Tak więc z naszym kierowcą ruszyliśmy przez ciemne miasto, a już po kilku minutach tuk-tuk zaczął z wielkim wysiłkiem podążać krętą drogą, która cały czas prowadziła pod górę. Po około 20 minutach, które w ciemną noc, zakrapianą deszczem, wydawały się nam wiecznością, dojechaliśmy w końcu na sam szczyt, gdzie stał jedyny hotel (no dobra, hotelik) w okolicy. Rozłożyliśmy się w pokoju z wielkim łożem, malowanymi ręcznie meblami oraz dużą łazienką i poszliśmy spać.

Wstaliśmy skoro świt, podekscytowani czekającą nas przygodą. Na tarasie, na dachu budynku, czekało już na nas przygotowane śniadanie – omlet z kolorowo przyprawionym, słodkawym ryżem i herbata z mlekiem. Daliśmy jednak nieco ostygnąć tym delicjom, gdyż naszą uwagę przykuł widok z tarasu – znajdowaliśmy się na szczycie wzgórza, które na długości wielu kilometrów zabudowane zostało grubym murem, po którym skakały wesoło małe małpki. Wzgórze to porośnięte był lasem, z którego raz po raz wystawały dachy i wieżyczki pozostałości po twierdzy Chittaur. U stóp wzniesienia spoczywało miasteczko, spowite jeszcze poranną mgłą.

Tuż po śniadaniu wyruszyliśmy w kierunku wskazanym nam przez właściciela hotelu. Po kilkunastominutowym spacerze dotarliśmy do pierwszych zabudowań – Kumbha Palace, opuszczonego i częściowo zniszczonego.

Kumbha Palace

Twierdza Chittaur powstała prawdopodobnie w VIII wieku i przez kilkaset lat stanowiła stolicę hinduskiego księstwa Mewar – wielokrotnie najeżdżanego przez muzułmańskich władców. Została zdobyta, między innymi, w 1303 r. przez sułtana Delhi, który zakochał się w księżniczce panującej w twierdzy – Padmini. Po klęsce księżniczka wraz z wszystkimi damami dworu popełniła rytualne samobójstwo (dźohar), by uniknąć hańby ze strony sułtana.

Pomimo ogromnych zniszczeń Chittaur do dziś jest najpotężniejszą twierdzą Radżastanu, a w jej skład poza licznymi pałacami i świątyniami wchodzą też dwie samotne wieże oraz kilka zbiorników wodnych – całość zajmuje obszar 280 hektarów! W 2013 roku całość wpisano na listę dziedzictwa UNESCO.

Podczas spaceru po terenie twierdzy spotykaliśmy tłumy miejscowych (którzy za wstęp oczywiście nie płacili) – wręcz wydawało nam się, że pozakładali oni tam nieduże wioseczki ze stoiskami z jedzeniem w pobliżu świątyń, miejsc do kąpieli czy zrobienia prania. Byliśmy jedynymi turystami na wzgórzu, więc stanowiliśmy centrum zainteresowania tubylców, a gdy tylko zwalnialiśmy kroku lub zatrzymywaliśmy się na chwilę, zaraz ludzie prosili nas o wspólne zdjęcie. Momentami nawet całe grupki podążały za nami czekając na okazję do selfie albo po prostu śledząc nasze poczynania. W tym czasie zwiedziliśmy kilka hinduskich świątyń, dwa pałace oraz wieże, by w końcu dotrzeć do samego serca kompleksu – właściwej Twierdzy Chittaur, położonej nad jeziorem Gaumukh Kund, w którym odbywały się kąpiele rytualne miejscowej ludności. Ludzie wchodzili na stare mury, by z ich wysokości obserwować tych, którzy zanurzają się w wodach jeziora. Stąd rozciągał się tez widok na całe miasto, położone u podnóża wzgórza.

Przeszliśmy jeszcze kilkaset metrów, by dojść do kolejnego skupiska świątyń oraz jeziora Elephant Pond, w którym urządzono kąpielisko publiczne z pralnią. Stąd zawróciliśmy z powrotem do naszego hotelu, ale już nieco inną drogą, by podziwiać kolejne hinduskie świątynie.

Elephant Pond

Po zabraniu naszych pakunków ruszyliśmy krętą drogą w dół, przekraczając kolejne kamienne bramy, które kiedyś stanowiły punkty kontrolne do twierdzy. Mijaliśmy liczne ciężarówki obładowane ludźmi, tuk-tuki, motorynki z 2-3 pasażerami oraz pieszych, którzy (jak to już zdążyliśmy się przyzwyczaić) zatrzymywali nas od czasu do czasu na selfie.

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

  • do Chittorgarh najprościej dostać się pociągiem. Szlak kolejowy łączy miasto m. in. z Udajpurem, Dżajpurem czy Delhi;
  • koszt tuk-tuka z dworca kolejowego w stronę fortu jest nieco droższy niż standardowo, ponieważ trasa prowadzi pod górę (naprawdę przez chwilę mieliśmy wątpliwości czy ta „kosiarka” da radę podjechać do celu). Nasz kierowca zażyczył sobie 300 rupii;
  • bilet wstępu do fortu dla zagranicznych turystów kosztował 300 rupii;
  • wbrew różnym informacjom z neta, kompleks otwarty jest w godzinach 7.00 – 22.00.